- Ważne kto w Elblągu nacisnął enter, nie kto jest właścicielem komputera
- Wyrok Trybunału: znaki towarowe (reklama, linki) w platformach aukcyjnych i odpowiedzialność pośredników
- IPRED: wyniki europejskich konsultacji
- ETPCz a obowiązek uzyskania autoryzacji (skarga nr 18990/05)
- Trybunał Konstytucyjny o przestępstwie znieważenia Prezydenta (sygn. P 12/09)
W poszukiwaniu Azorka w technikaliach czyli retoryka w dyskusji o społeczeństwie informacyjnym
Proponując temat dla kolejnego spotkania Klubu Informatyka myślałem o tym, by omówić aktualne wektory sił w publicznej dyskusji. Są różne siły i wielu widzi ich wektory. W czasie spotkania dyskusja zdryfowała w kierunku konstruowania debaty publicznej jako takiej. Myślę, że warto obejrzeć i posłuchać (przebieg dyskusji był rejestrowany na video - wyszło prawie dwie godziny materiału). Być może ktoś - po obejrzeniu przebiegu spotkania - będzie miał pomysł na to, jak znaleźć Azorka w naziemnej telewizji cyfrowej albo w innych trudnych, ważnych społecznie tematach.
Gośćmi spotkania byli dr Jacek Wasilewski, specjalista od komunikacji społecznej oraz dr Wojciech R. Wiewiórowski, prawnik, który w czasie tej dyskusji występował jako "demagog uczelniany". Spotkanie odbyło się 8 kwietnia 2008 roku w Warszawie - zgodnie z zapowiedzią (prawie: trzeci z zaproszonych gości, Jarosław Zieliński, się rozchorował i nie mógł wziąć udziału w spotkaniu). Jako pomysłodawcy tematu spotkania mnie przypadł w udziale honor moderowania jego przebiegu.
Spotkanie rozpoczął dr Jacek Wasilewski prawie dwudziestominutowym wykładem wprowadzającym na temat historii retoryki (większość znanych retoryków było prawnikami, "ale marnie skończyli"). Dr Wiewiórowski publicznie i bezlitośnie obnażył stosowane przeze mnie zwykle chwyty, ja zaś przemyślanymi (?) pytaniami podprowadzałem zgromadzonych do tego, by powiedzieli: czy środowiska, w których na co dzień się obracamy, mają swoją tożsamość interesów i w jaki sposób te interesy są artykułowane. Chociaż w całej dyskusji słowo "demokracja" nie padło ani razu, to rzecz dotyczy demokracji. Kilka razy padło słowo "lobbysta", kila razy mowa było a konieczności dokonania jasnego wyodrębnienia grup interesów (czasem - to nie moja, a dr Wiewiórowskiego teza - po stronie przeciwników w dyskusji). Dlaczego to może być ważne? W retoryce (która - jak stwierdził dr Wasielewski - nie rządzi się podobnymi do logiki prawami) istotne może być to, by szukać wspólnych znaczeń używanych zwrotów. Ważne jest kto i do kogo mówi. Ważne są toposy (jeśli ktoś nie wie, co to znaczy, ma zadanie domowe: odkryć znacznie toposu we własnym zakresie) oraz doprowadzenie do tego, by nasi "partnerzy w dyskusji" zobaczyli świat naszymi oczami. Niestety czasem pomija się ryzyko, za to stosuje się uproszczenia.
Ja zaś podrzuciłem przeczytaną gdzieś informację, że przemowa w Sejmie, którą mogą sobie zamówić posłowie chcący zaistnieć na mównicy, kosztuje około tysiąca złotych. Są jednak takie grupy interesów, które chętnie napisałyby posłowi przemowę za darmo (trzeba też uważać - jak zauważył dr Wiewiórowski - na kancelarie prawne piszące pro bono projekty ustaw chroniące kanarki, bo warto zadać pytanie "dla kogo te kanarki śpiewają?"). Istnieją też takie grupy interesów, które wcale nie chcą, by ktoś wiedział o ich istnieniu, nie chcą zobaczyć świata naszymi oczami, nie chcą też, by problemy ich interesujące stały się przedmiotem powszechnego zainteresowania. Postawiłem tezę, że grupy te wiedzą dobrze, iż wystarczy przekonać tylko kilka kluczowych w państwie osób, by "wygrać rozgrywkę" (nawet wówczas, gdy - jak zauważył dr Wasilewski - w powszechnej świadomości "fajnie być piratem"). Ale przecież mówiliśmy o "społeczeństwie informacyjnym", dlatego może warto "wciągnąć w bagno dyskusji jak najwięcej osób"?
Chętnie poznam Państwa komentarze. Na razie wiem, że - aby dotrzeć ze swoimi przemyśleniami do szerszej grupy czytelników - powinienem uprościć (jeszcze bardziej?) przekaz. "Nikt nie wie co to 'inżynieria', co to 'wyrafinowana', a 'internet' - jak wiadomo - służy do ściągania nagich osób". Wiedząc zaś, że wszyscy bierzemy udział w tej dyskusji, możecie Państwo (Moi Drodzy Rodacy, Przyjaciele, Internauci) baczniej zwracać uwagę na to, w jaki sposób i kto próbuje Was przekonywać do swoich racji, jak stara się zyskać Wasze zrozumienie, Waszą sympatię, w jaki sposób próbuje doprowadzić do tego, byście utożsamiali się z nim, a nie z jego oponentami (oponent, to taki przeciwnik, tylko trudniejszym językiem).
Zapraszam do wysłuchania i obejrzenia przebiegu spotkania warszawskiego Klubu Informatyka (którego gospodarzem był mazowiecki oddział Polskiego Towarzystwa Informatycznej - co zostało głośno powiedziane: spełniającego definicję ustawową "zorganizowanej grupy przestępczej"):
Dlaczego Azorek jest fajny, a strunowiec budzi w nas poczucie dystansu? Czy jesteś za tym, by modyfikować genetycznie żywność, a może jesteś za tym, by jeść to, co znajdziesz we własnej lodówce (i co z tego, że to, co tam znajdziesz już jest genetycznie modyfikowane)? Wiesz, co to jest GMO? Czy informatycy i prawnicy są przeciwnikami, czy też okopują się na pozycjach "otoczonej twierdzy", gdy tylko dyskusja zaczyna dotyczyć spraw, w których nie czują się mocni (np. norm prawnych lub technikaliów)? Cóż to znaczy "minimum rolowe"? Kliknij, zobacz, wysłuchaj. To Ci zajmie jedynie godzinę i 46 minut (jeśli masz dobre łącze)
- Login to post comments

